Sunday, May 17, 2015

♥ My book is out ! ♥


Kochani. Stało się. Moja książka jest już w Empikach. Można ją kupić i czytać. Każde słowo, każde zdanie, każdy znak interpunkcyjny, który postawiłam. To dla mnie tak niesamowity czas. Pełen nerwów, ekscytacji, szczęścia i łez. Napisanie tej książki było ... trudne. Kiedy w końcu zdecydowałam się przelać to, co wydarzyło się w moim życiu i siedzi w moim serduszku na papier, było ciężko. Pierwsze kartki, pierwsze rozdziały sprawiały mi mnóstwo bólu. Dużo płakałam, byłam w depresji, po której ciężko mi się otrząsnąć. Potem tylko się śmiałam i płakałam, ale już ze szczęścia. Przejście przez to wszystko jeszcze raz, przez sytuacje, które dusiłam gdzieś głęboko w swoim lisim serduszku, było trudne, ale pomocne. Tak bardzo pomocne, że wreszcie pozbyłam się złych duchów z mojej duszyczki. Duchów, które mnie nawiedzały w snach, niepostrzeżenie psując mi codzienność. Ta książka tak wiele mi dała, jest to niesamowite. Bardzo się denerwuję jak ludzie zareagują, kiedy ją przeczytają. Czy opinie będą negatywne czy pozytywne... Jak będą mnie odbierać po tym wszystkim, co tam napisałam, a napisałam wiele. Otworzyłam całe swoje serce. Brzydko mówiąc wywaliłam prawie całą siebie na wierzch. Pisząc bardzo się niepokoiłam, w końcu to kawał mojego życia, ale potem pomyślałam sobie, że jeśli moja książka może pomóc choć jednej osobie to znaczy, że warto było napisać każdą literkę. Jednorożce nade mną czuwały więc będzie dobrze!Sweetheart. It happened. My book is already out. You can buy it and read. Every word, every sentence, every mark I wrote. These days are incredible. These are nervous, exciting, happy and full of tears. Writing this book was ... hard. When I finally decided to write what happened in my life and what's in my little heart on paper, was very hard. First pages, first chapters made me feel lots pain. I cried a lot, I had depression that I still struggle with (but less). Then I cried but it was happy cry. Going through everything that I hide deeply inside my small fox-heart was hard but helpful. Writing this book was so much helpful so I got ride of evil spirits from my soul. Spirits I met in the nightmares and that broke normal living. This book helped me very much and it's amazing. I'm nervous how people will react, will they like it or won't... I'm so curious what they will think about me after reading every thing I wrote there. Well, I wrote so much personal things. Actually, I wrote almost every - thing. I was afraid writing the book but then I realised that the book may help people and if it helps at least one person then it means that everything was worth that. Every small letter I wrote was worth helping that person. Unicors were supporting me so it's going to be ok!
Pytacie mnie o czym jest książka. Otóż jakby to dziwnie nie brzmiało książka jest o mnie. Pisałam ją razem z moją siostrą Olą, którą bardzo dobrze znacie z moich postów. Najpierw piszę swoją wersję ja, a potem Ola opisuje to ze swojej strony. Powiem Wam, że to, co ta dziewczyna odczuwała, wciąż w niej siedzi jest niesamowite. Po przeczytaniu jej treści jestem taka dumna, że jestem jej siostrą!
Książka składa się z dziesięciu części. W każdej z nich jest kilka rozdziałów. Są piękne momenty, są zabawne historie, ale są i smutne rzeczy. Książka jest pełna magicznych zdjęć autorstwa Oli. Więc jak lubicie też popatrzeć to jest na co :) !
Moja mama kiedy dostała tą książki w łapki to oszalała. Nigdy jej nie widziałam tak dumnej i szczęśliwej! Moja babcia jak czyta to płacze cały czas, ale nie tylko ze smutku, bo głównie też z radości.
Książka ogólnie jest pozytywna i ... no zresztą jeżeli jesteście ciekawi to musicie przeczytać. Ja nie mogę napisać żadnego spoilera :)
Na koniec dodam, że wielu czytelników, którzy są ze mną na blogu, również pojawia się w książce ;). Ale kto... niespodzianka!
You are asking me what is the book about. Well, it may sounds weird but the book is about me and my life. Me and my sister wrote this. Ola who you knows from my blog posts wrote there too. Firstly I wrote my text about some experiences and then Ola described how it looks like by her side. I must write this: this is amazing what was/still is inside my sister. I'm so proud being her sister after reading that!
The book includes ten pieces. Every piece includes few chapters. There are beautiful moments, funny stories and also some sad situations. The book is full of magical photos. Of course, Ola is the author of these :).
When my mom took this book in hands first time she was like crazy! She was so proud of us and happy, like really. My granny is reading and crying but it's not only because the sad moment, she is just so happy!
The book is very positive and .. well I can't write any Spoilers :)
I must mention a thing that book is full of some of you guys, my lovely readers. There are you names too :) But who... Surprise!
W tym miejscu chciałabym podziękować kilku osobom, bez których ta książka by nie powstała. Nie wiem czy przeczytają to, ale dla mnie to ważne by je wymienić.
Moja mama, która dopingowała mnie i znosiła wszystkie moje huśtawki nastrojów. Przytulała mnie i przy mnie była.
Moja Ola, że jest ze mną, że pomogła mi się otworzyć, że wspiera mnie w każdej decyzji i po prostu za to, że jest przy mnie.
Wydawnictwo Sophisti, bo gdyby nie Ci ludzie ta książka by nie powstała, a zwłaszcza Pani Dorocie Wróblewskiej, która namówiła mnie do napisania, która wspierała mnie i odbierała moje telefony nawet, kiedy była chora. Kiedy miałam momenty zwątpienia, ona dodawała mi skrzydeł.
Marcie, która codziennie znosiła moje wywody i tyrady, która codziennie służyła dobrą, przyjacielską radą, która pomogła mojej wyobraźni działać.
Pani Magdzie Benedzie, która stworzyła piękną okładkę do mojej książki.
Oraz milionie muzyków, których piosenek słuchałam pisząc, bez których ta książka by nie powstała.
I also want to say massive thank you for few people. The book wouldn't be out without them. I don't know if they will read this but I just want to write it.
My mom, who was supporting me like no one, she was enduring my mood swings and cuddled any time I needed.
My sister who is with me no matter what. She helped me to open myself, she supports every decission and she just is with me.
Sophisti publishing house, because the book wouldn't be out without them all, especially Dorota Wróblewska who persuaded me to write the book, who supported me and answered my every call, even when she was sick. When I was in doubt she was by my side.
Marta who was with me no matter what. She listened to me, she gave me million helpful advices and who helped my imagination works. She is best friend I could ever imagine to have.
Magda Beneda who painted such beautiful cover to my book.
And thanks to million musician whos songs I listened to during writing the book.




Na koniec chciałam tylko wspomnieć, że (!!) w ten weekend moją książkę można było już kupić podczas Warszawskich Targów Książki. Mało tego Pani Dorota Wróblewska zrobiła mi prezent na urodziny w 12 maja odbyła się prapremiera mojej książki na allegro, gdzie możecie kupić ją z moim podpisem :) Nie wierzę w to, co się dzieje, dlatego ....





 


Follow on Bloglovin


Monday, May 11, 2015

♥ Wide eyed, with a heart made full of fright ♥


Jeśli chodzi o moją dzisiejszą stylizację chciałam pokazać coś więcej niż bluzę, która powinna skupiać na sobie całą uwagę. Wydaje mi się, być może się mylę, że projekty Mateusza Sudy są skierowane do konkretnej grupy osób. Do osób o artystycznej duszy, kreatywnych, lubiących wyzwania. Jednak ja wiem, że każdy może zinterpretować te wyjątkowe projekty na swój sposób, nawet ja! Mimo, że poniekąd mogę zaliczyć się do tej grupy. Dla mnie ta bluza przedstawia mężczyznę, który jest ogromnym marzycielem. Myśląc o tej czynności przychodzą mi dwie rzeczy do głowy: chmury i serca. Stąd też moja decyzja na ubranie spódnicy w taki print. Dodatkowym atutem jest jej kolor, granat, który wprost uwielbiam łączyć z czernią. Nie raz słyszałam, że nie powinno łączyć się czerni z granatem, bo to się `gryzie`. Ja chyba jednak jestem fashion victim, która kieruje się tym, co zobaczy na wybiegu, a przede wszystkim kieruje się własnym gustem i upodobaniom.
Jeśli marzymy to bez kotów się nie da. Stąd też na moich nóżkach po raz pierwszy pojawiły się białe Melisski od Karla Lagerfelda. Oh, będę je teraz pokazywać bardzo często. Te buty są niesamowite. Nie chodzi już nawet o wygląd, ale też o wygodę. Z początku ciężko było mi pojąć co Marta ma na myśli pisząc, że but dopasowuje się do stopy. Teraz już to rozumiem i mogę Was zapewnić, że tak jest. Ja w swoim Melisskach jestem zakochana na zabój!
Well, my today's outfit is something more than only just a sweatshirt that should pay attention. Maybe I'm wrong but I think that Mateusz Suda's projects are made to particular group of people. I mean people who has artistic soul, for creative people and also for people who likes chanllenges. Although I think that every one may see those unique projects own way, even me! Although I may also be count to group of those people. This sweatshirt for me is about a man who likes dreaming. When I think about this I only can imagine clouds and hearts. This is why I decided to wear heart-printed skirt. The other advantage is that the skirt is navy blue. Why is it an advantage? Well, I love matching black and navy blue. I heard it so many time that both colours don't match each other. I think I'm that `fashion victim` who gets inspired by fashion shows and the most important: I trust my taste.
We just can't dream without cats around. This is why I wore my Karl Lagerfeld for Melissa flats for very first time. I love them so much so I'm sure I will show them very often here. Those flats are amazing! It's not about the look but also about the comfort. Firstly it was hard to understand what my friend Marta said. She said that the flats are so comfy so those fits to your feet. Now, I know what she meant, and well it's totally true. I'm crazy in love with my white Melissa for Karl Lagerfeld! 
Co u Was kochani? Moje ostatnie dni opływały w błogie lenistwo, nareszcie! Przeczytałam dwie książki, teraz zaczęłam czytać kolejną. Wzięłam się w końcu do ćwiczeń i rozplanowywania nowych pomysłów na bloga. Słoneczna pogoda, otwarty balkon i cicho grająca muzyka z radia nie sprzyjają pracy. Szybko przykładam głowę na bok i zapadam w drzemkę. Długo się tak nie da, dlatego muszę się wziąć w kupę :).  We wtorek (tydzień temu) miałam całą masę badań, ale w końcu zaczęłam nowe leczenie. Dostałam pierwszy zastrzyk i już na następny dzień odczuwałam pozytywne skutki. Co za ulga! Dzisiaj trochę się pogorszyło, ale pocieszam się tym, że to był dopiero pierwszy zastrzyk i z każdym następnym będzie tylko lepiej. Jejku, jaka ja jestem podekscytowana, że wiosna zaczęła się już pełną parą. Praktycznie każdego poranka wita mnie słońce, a na zewnątrz jest tak ciepło, że nie chce się wracać do domu. Uwielbiam tą porę, kiedy jest ciepło, ale nie tak bardzo, że czujesz, że po szyi lecą Ci kropelki potu. No i wszystkie rozkwitające, budzące się do życia rośliny!
Jutro są moje urodziny. Będę miała już 24 lata. Dziwny jest ten rok więc urodziny też będą dziwne. Już dawno nie byłam w nie sama, bez Oli. Nie wiem czy Wy tak macie, ale ja zawsze ten dzień przeżywam w melancholijnym nastroju zastanawiając się nad wszystkim (jakbym nie robiła tego codziennie...). Mimo, że obiecałam sobie nie jeść słodyczy mam zamiar jechać jutro do mojej ulubionej cukierni kupić moje ulubione babeczki, a potem pojechać do babci. Posłuchać opowieści o tym jak byłam mała, może dziadek przyniesie albumy ze zdjęciami... To dla mnie największy prezent. Czas spędzony w ich towarzystwie :) Ale... w piątek....
Dear, how are you? Those last few days were so much about laziness, finally! I've read two books and now I started reading next one. I finally started my exercises and planing new ideas for the blog. The sunny weather, opened balcony and quietly played music in the radio are not helping to start working. I quickly fell asleep and the nap lasts few hours. I know I can't live forever like this and I must start doing something :). Tuesday ( a week ago ) - I had so many different tests before new treatment and finally I've started it! I've got first injection and when I woke up next morning I felt very very good. What a relief! I'm feeling a little bit worse today but well I'm comforting myself that it was just first injection and I will feel better with every next injecion :). Yay, I'm so excited that spring has sprung! Almost every morning the sun is welcoming me with its rises and it's so warm outside so I don't feel any need to go back home. It's so amazing. And all those beautiful blooming flowers! Those things make me so so smile!
I have birthday tomorrow. I'm 24 tomorrow. This year is weird so my birthday is also weird. It's been such a long time since I was celebrating my birthday without my sister. I don't know if it's only me, but I always spend this day being melancholic and I think so much about things! Well, I think so much about things every day, but still... I promised myself not to eat any sweets but I'm going to buy my favourite cake tomorrow and take it to my granny and celebrate this day with her and grandfather. I want to listen to stories about me being little. Maybe grandfather is bringing old photo album... It's the most important birthday gift for me. The time spending with my grandparents :) but.. Friday....



... a w piątek moi drodzy będziecie już mogli kupić moją książkę! :) W sumie to nie tylko taką moją książkę gdyż współautorką jest też moja siostra Ola. `Nie boję się ciemności` będzie dostępna w Empiku już od 15 maja, czyli od piątku. Widziałam nawet na stronie, że już się pojawiła. Jestem bardzo podekscytowana i szczęśliwa. Nie mogę się doczekać Waszej reakcji. Mam nadzieję, że się Wam spodoba! ♥... and Friday... my book is out in Poland. Actually it's not only my book, because my sister Ola is also an author. `I'm not scared of the dark' (the title) is out on 15th of May (Friday). I'm so so excited and happy. I really can't wait for people's reaction! ♥
Sweatshirt - SUDA
Skirt - Pull & Bear
Flats - Melissa x Karl Lagerfeld




Follow on Bloglovin


Tuesday, April 28, 2015

♥ And how the water seemed to call your name ♥


Coraz częściej zastanawiam się nad filozofią dobierania ubrań. Kiedy otwieram szafę od razu wiem co danego dnia chcę na siebie włożyć. Sobota była tak ciepła, że niemal zdawało się, że jest połowa lipca. Promienie słońca utulały każdy kosmyk moich włosów. Podziwiam odważnych, którzy rozebrali się do krótkiego rękawka. Ja postanowiłam zaryzykować i zdecydowałam się na zwykłą/niezwykłą katankę z rękawami 3/4. Na stronę internetową sklepu Valfre trafiłam przez blog jakiejś blogerki, która pokazywała uroczą obudowę na iPhone'a. Tak bardzo mi się spodobała, że od razu wrzuciłam ją do koszyka. Ale chwila... Przejrzałam jeszcze pozostałe produkty i zakochałam się. Znalazłam mnóstwo cudownych ubrań, np. tshirt z ilustracją Maryji i napisem `we believe in shoes`. Bardzo mocno chciałam go sobie kupić, ale pomyślałam, że mogłabym nosić go tylko po domu więc bez sensu. Obawiałabym się wyjść na ulicę. Babcie chyba zabiłyby mnie krzyżami. Tak czy siak upatrzyłam sobie katankę. Polowałam na jeansową katankę już bardzo długo i znalazłam idealną! Z przodu jest taka dość zwykła, ale kiedy odwrócę się do kogoś plecami...! Sami zobaczcie :) W sumie z całej stylizacji wyszły trochę lata 90', szczypta dziewczęcości i sztuki. Chciałabym jeszcze wspomnieć o pozostałych rzeczach, które mam na/ze sobą :). Otóż kopertówka jest wykonana przez Mateusza Sudę, którego prace uwielbiam. Zwłaszcza oczy, dlatego jak zobaczyłam tą torebkę to kazałam ją sobie odłożyć. Pierwotny plan był taki, że chciałam sobie z niej zrobić torebkę na paseczku, ale ciężko mi znaleźć kogoś, kto wybije w niej dziurki (materiał jest bardzo twardy). Kopertówka pochodzi z limitowanej kolekcji (dostałam nawet certyfikat oryginalności!) więc to też jest jakiś taki fajny plus, że to jest jedna i jedyna kopia :) Następnie mam na sobie naszyjnik inspirowany wzorem chemicznym fenyloetyloaminy produkowanej w ludzkim mózgu, odpowiadającej za uczucia towarzyszące stanowi zakochania, np. euforii czy przyspieszonemu biciu serca. Kupiłam go sto lat temu i schowałam na dnie kartonu (nie wiem jakim cudem) i teraz na nowo go odnalazłam i na nowo noszę. Jest o tyle fajny, że jest minimalistyczny i pasuje praktycznie do wszystkiego. No i ostatnia rzecz, o której chciałabym wspomnieć to moje pantofelki z brokatem. Uwielbiam je. Są tak piękne, że za każdym razem, kiedy na nie patrze to serce mi pęka, ale niestety brokat tak strasznie się kruszy, że jeszcze następnego dnia moja twarz (?!) była cała w brokacie. A jak dobierałam to wszystko to sobie myślała o dzieciństwie (czyli 90') i .. Alexie Chung oczywiście :).I wonder about philosophy of matching clothes more and more. When I open my wardrobe I just know what I want to wear. Last Saturday was so warm so it seems like it was second half od July. I felt rise of the sun on my hair. I marvel those brave people who wore only tshirts. I decided to take a risk and wear usual/unusual 3/4 sleeve denim jacket. I found Valfre website through a random blogger who showed a lovely iPhone case. I love it so much so I had to buy it immediately. But, wait a moment... I decided to  make a research into other Valfre products and I fell in love with all. I found so many lovely clothes! For example a tshirt with Mary and description `we believe in shoes`. I wanted to buy it but I realised it's impossible to wear it outside, here in Poland. People are touchy if it goes about catholicism. I decided it has no sense to buy it, because I would wear it only at home. I'm afraid all those lovely grannies would throw saint crosses on me. I've wanted to buy perfect denim jacket for a long time, but I couldn't find this only one till I found Valfre :) This one I decided to buy seems to be usual but when you check my back you change your mind :) You must see it :) Actually, this whole look seems kind of like mix of 90', girly stuff and art. I would love to mention few details I wore yet :). Well, this purse is made by Mateusz Suda, whos works I love. Especially eyes. This is why I bought this purse. When I only saw this on his facebook I knew it must be mine. My first idea was that I wanted re-make it into normal bag, but it's really hard to find someone who could make holes in this fabric (it's very hard [hope it's good word]). This purse was Suda's limited collection (I even got a special certificate!) so it's also very cool having such unique purse that no one else will have because there is only one copy in the entire world :) I also wear a necklace inspired by phenylethylamine, chemical formula produced in the human brain, responsible for the feelings that accompany is falling in love, for example euphoria or rapid heartbeat. I bought it like thousand years ago and totally forgot about it. I hid it in the bottom of the carton (I have no idea when and how!) and now I found it and wear it again. It's very minimalistic, it's cool because it matches almost to every cloth I have in my wardrobe. And the last thing I want to write about is my lovely glittery shoes. I love those! Those are so beautiful so every time I look at those my heart is melting. Unfortunatelly, I don't wear it too often cus the glitter fall off. I have glitter on my face (?!) every next day I wear those shoes. When I matched the clothes I thought about my childchood (90') and... Alexa Chung of course :).
Hej, hej. Co u Was? Tym razem nie mam zamiaru marudzić o chorobach, szpitalach i innych, ponieważ mam to na co dzień i chcę się od tego oderwać. Dlatego właśnie napiszę co zabawnego mi się przytrafiło w weekend. W sobotę byłam strasznie słaba, ponieważ w piątek cały dzień spędziłam na kroplówce. Przechodziłam przez kolejne załamanie nerwowe związane właśnie ze szpitalami i leczeniem, o których nie chcę pisać. Z pomocą przyjechała moja starsza siostra Ola. Jej misją było pocieszenie mnie i wyciągnięcie z dołka. Udało się jej. Rano poszłyśmy na zdjęcia.To był już ostatni dzwonek uchwycenia tego pięknego drzewa. Już wszystkie cudowne, białe kwiaty opadły. Po południu zabrała mnie do nowo otwartej lodziarni. Tak bardzo kocham lody! Zbyt mało jest takich fajnych miejsc w moim mieście. Zażyczyłam sobie dwie gałki lodów waniliowych. Jedna gałka wyglądała jak pięć, myślałam, że brzuch mi pęknie. Było super. Wystrój kawiarenki jest w iście paryskim stylu. Mimo pięknej pogody wolałam zostać wewnątrz i zachwycać się pięknym wnętrzem. Następnego dnia czułam się lepiej, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Rano odwiedziłyśmy babcie, która upiekła moją ulubioną babkę! Aż wstyd jak wszystkie trzy (ja, mama i Ola), oczywiście wszystkie na dietach, rzuciłyśmy się na to biedne ciasto zostawiając jedynie okruszki. Babci też się humor poprawił, bo na początku przywitała nas ze wściekłą miną. Szczerze mówiąc myślałam, że się nam zaraz dostanie. Otóż od kilku lat moja Danka żali się, że koty robią jej kopce z kupek na grządkach i strasznie ją to denerwuje, bo nic jej nie rośnie i nie wie po co wydaje pieniądze na nasionka. Przed weekendem wujek zrobił jej jakieś skrzynki na grządki ze specjalną siatką żeby koty nie mogły się tam załatwiać, no i babcia zwierzyła nam się, że jak poszła rano do ogródka to myślała, że padnie na zawał. Otóż koty były tak sprytne, że zerwały siatkę i zrobiły kupę do środka :)) Musiałam odejść, bo tak się śmiałam, ale babci nie było wcale do śmiechu. Koty to jednak koty :) W między czasie poszłyśmy z Olą do lasu. Do tego, do którego zawsze chodzę z mamą, na zdjęcia. Co się okazało.... W moim miejscu jakiś bezdomny rozłożył sobie legowisko. Przestraszone uciekłyśmy stamtąd czym prędzej. Co najlepsze! Mama przed wyjściem przestrzegała Olę (lat 30) przed zboczeńcami :) Chodziłyśmy, chodziłyśmy i w końcu znalazłyśmy śliczną miejscówkę. Zrobiłyśmy zdjęcia. Nawet Ola dała się namówić na kilka fotek :)! Potem wróciłyśmy do domu obżerać się pysznym ciachem. Później umówiłyśmy się, że pójdziemy na kawę... Jeszcze było trochę czasu do pociągu Oli, a nie chciałyśmy siedzieć w domu. Po drodze postanowiłam wejść do Medicine przymierzyć marmurki z wysokim stanem (wiem, ja i spodnie... minuta ciszy :)). Przymierzyłam i Pani była bardzo zdziwiona, że noszę rozmiar 34, hello ?! wyglądam na więcej? Wiem, chciałabym nosić zero, no ale... W końcu z trudem je ubrałam, bo były strasznie ciasne na stopach. Ale się udało! Wyszłam z przebieralni do dużego lustra, popatrzyłam, ale coś mi nie pasowało. Zresztą nie mam w ogóle żadnych crop topów.. Z kasą też cienko więc sobie myślę: dobra, lepiej zostawię kasę i kupię sobie coś na premierę książki, która nawiasem mówiąc wychodzi w targi książki w Warszawie czyli weekend po moich urodzinach, a ja mam 12 maja :). A Pani na to wszystko mówi: a czy w pasie są dobre? No myślałam, że ją walne, bo nawet lekko luźne były... No i poprosiłam Olę żeby pomogła mi ściągnąć te spodnie i męczymy się obydwie w ciasnej przebieralni. Ola ciągnie z całych sił, prawie stopę mi urywa. Już widziałam w jej oczach przerażenie, że zaraz trzeba będzie kogoś o nożyczki prosić. Ja patrzę, nagle cała zasłonka się odchyla. Wchodzi ekspedientka i mówi: Ja tutaj przyniosłam Pani top pokazać jaki można nosić do tych spodni. Bożżżżee myślałam, że ją zabije. Ja w różowych majtkach z myszką miki, nachylającą się Olką, jeszcze było tak gorąco, a ona jakby nigdy nic mnie odsłania. Myślałam, że ją zabiję. W końcu odłożyła mi te spodnie na godzinę, ale od razu wiedziałam, że ich nie kupię. Nie miałam już siły się jej tłumaczyć. Poszłyśmy z Olą na tą kawę i znów akcja. Ola zamówiła i zawsze było tak, że kelnerka wszystko przynosiła (nie wiem czy we wszystkich Tchibo tak jest), a teraz drugi czy trzeci raz z kolei kazały nam same to wszystko nosić. Ola chyba cztery razy w kółko biegała, jeszcze tam jest tak ciasno... masakra! Zamówiła mi lekką latte, a ja dostałam taką siekierę, że myślałam, że się porzygam i że serce mi wyskoczy po jednym łyku. Zjadłam kajmaka, popiłam trochę kawy, ale już oczy miałam na wierzchu, więc mówię: trudno, idziemy. W weekend w naszym centrum handlowym była jakaś wiosenno-modowa impreza. Można było zrobić sobie makijaż za free, doradzali jak się malować, była fryzjerka, która doradzała i stylista. Mało tego na scenie jacyś ludzie prowadzili konkursy. No i Ola ciągle mnie namawiała na ten makijaż, żebyśmy miały fun. No i mówię dobra, co mi tam. Poszłyśmy i Pani była tak zbulwersowana, że myślałam, że mnie zabije. Opowiedziałam jej historię jak rano malowałam oczy i w połowie kreski skończył mi się eyeliner, nawet się nie uśmiechnęła. Odburknęła, że robię za grube kreski, nałożyła mi tonę bronzera i podkładu tak mocno, że szyję miałam białą, a na policzkach brązową kreskę. Oli nałożyła róż i powiedziała, że ma świetną cerę, piękny kolor (a Ola ma dość specyficzny kolor i musi zawsze z nią walczyć....). No, ale nic. Ja podłapałam temat i mówię do Oli : chodź idziemy do stylisty! Jestem taka ciekawa co mi powie. Ola mówi ok. Po drodze zaszłyśmy do porady fryzjerki oczywiście również wszystko było wspaniale z naszymi fryzurami... Podchodzę do stylisty ubrana w Karla Lagerfelda, Mateusza Sudę i Topshop i czekam na opinię. Mówię: Chciałabym się spytać czy jestem dobrze ubrana. On na mnie patrzy i mówi: hmmm, nie wiem co mam powiedzieć. A ja sobie myślę: wttttfffffff???? W końcu podeszła jakaś stylistka i mówi: bo ja Panią widziałam jak Pani siedziała na makijażu i tak mi się spodobało, tak adekwatnie do wieku... A ja mówię: a ile ja mam lat ? (wiadomo :)) a ona: 20??? (WOW) a ja: 24 :) A ona: no i super, a jakie słodkie butyyyy!!! a ja: od Karla a oni: wtffff? w ogóle nie wiedzieli. Błagam jak stylista może nie znać melissek od Karla! Ale whatever. Były tam też dwa konkursy: na zdjęcie i na wybór stylizacji. W tym pierwszym można wygrać 500 zł, ale trzeba czekać na wyniki, a w tym drugim każdy dostawał kosmetyki za free.. No i ja mówię: Ola chodź idziemy zawsze to kosmetyki za free, a ludzi nie ma za dużo więc nie będzie aż takiego obciachu :). No i poszłam. Brałam udział w konkursie z jakimiś 12 latkami i zadanie było w minutę znaleźć strój na randkę. Ohh. Wybrałam dosłownie to samo w co byłam ubrana tylko wersję sieciówkową, oczywiście Sudy tam nie było :). No i Pan do mnie mówi : Jak się nazywasz? - Kasia. - Powitajmy Asię....! - KASIĘ. Dostał focha, że wybrałam podobne ciuchy do tych, które miałam na sobie. W końcu stwierdził, że muszę być jakąś romantyczką (wybrałam sukienkę w serca i buty w koty). No i Pani podaje mi nagrodę siatkę z Ziaji (dostałam balsam do ciała brązujący jak ktoś chce to mogę oddać tylko musicie mi dać na przesyłkę, bo jestem biedna + próbki też chętnie oddam) i bon do Dajśmana. Biedna na moich krzywych kolanach ledwo stamtąd zeszłam. Schodzę patrzę, a tam dwa bony! Ale fajnie, myślę sobie. Akurat mama chciała sobie kupić buty to idealny spóźniony prezent na urodzinki. No i poszłyśmy jeszcze na jeden konkurs, gdzie prawie zgubiłam moją złotą kartę kredytową haha boże, cała ja niezdara! No i tam trzeba było ustawić się na ściance i zapozować. Ola była taka wściekła, fotograf zrobił takie zdjęcie, że Oli uda się złączyły w jedno i wygląda jak syrena, mało tego ma taką minę jakby chciała kogoś zabić. Zdjęcie robił nam z góry i mamy spłaszczone głowy. No mówię Wam myślałam, że padniemy ze śmiechu. Tak sobie myślę, że takie historie, w większości niezręczne, chyba mogą przydarzyć się tylko nam :) Mówię Wam, nie pamiętam kiedy ostatni raz tak bardzo się uśmiałyśmy :) Hi, hi. How are you? I'm not going to complain about diseases, hospitals and stuff this time, cus I live it day by day and I don't want to think about this here. This is why I'm going to write about funny situations that happened to me and my sister last weekend. I had a drip last Friday. I went through deep depression because of hospitals and my treatment that I don't want to write about. My sister just like super hero came to visit me during weekend. Her mission was making me smile and feel better. Well, she did it :). Saturday morning we went to take some photos. Well, it was last moment to photograph this lovely tree. All those wonderful, white flowers fell out. My sister invited me to ice cream parlor that afternoon. New ice cream parlor is opened in my town and she wanted to see how cool is it. I got two scoops of vanilla ice creams. Well, one scoops seemed to be five so I thought my belly will crack :) Anyway we had amazing time. The interior is very parisian. It was really nice weather but we wanted to stay inside and admire the lovely decor. I felt better (both physically and mentally) next day so we visited our granny who decided to make a surprise and baked my favourite cake. What a shame. Us three (me, my sister and mom) of course on diet, ate the cake like crazy! My granny's mood got better. She welcomed us with angry face. Honestly, I thought she will kill us :) Well, my granny has complained on cats which make knoll of poops exactly on her patches and she is so annoyed because anything growes there and she has no idea why she even buy seeds. This is why my uncle just before the weekend bouilt special boxes including special net that protected the patches. No more cat's poop. My granny told us that she woke up that day, went to the garden and saw that some cat just broke the net and pooped exactly into the hole :). She thought her heart will stop she was so annoyed. I started to laugh so much so I had to walk around the house. Cats are just cats :) Me and Ola went to forest to take some photos in meantime. This one where I go to take photos with my mom. We found out that homeless people made a home there so we started run away and tried to find new place. What's the funny part? My mom instructed Ola (30 years old) what to do when we meet a perv :). Finally, we found that lovely meadow and we took some shoots. Even I took some of Ola :) ! Then we came back home to eat cake again :) Then we wanted to go to drink coffee... We had some time to Ola's train yet. We didn't want to stay at home so we decided to go to favourite coffee shop. Well, I also visited Medicine. I tried a high-waisten denim pants (me and pants, I know... :) ). I tried it and the saleswoman was shocked I wear 34 size. Hello!? Don't I look like 34 size girl? I know, I wish I wore zero size, but... Anyway, I difficulty wore those pants because those were very tight on the bottom so I had a problem with getting my feet there. But I did this! I went out of the dressing room to look at myself in the mirror but I didn't like it. Maybe I'd buy it but I prefer to buy something lovely to premiere of my book. By the way it release the weekend after my birthday and it's 12th of May :) Back to the topic: the saleswoman asked me if the pants suits me in the waist. I thought I will kill her by my eyes because the pants was loose. I asked my sister to help with taking off the pants. We both tried to take off the pants in very small dressing room. Ola almost broke off my foot. I just saw consternation in her eyes that we have to ask for scissors to break the pants. Suddenly that stupid salewoman came into the room. I was wearing pink underwear with Miki Mouse, Ola was sitting on the floor between my legs and it was so warm there! It was so awkward situation. That stupid girl wanted to show me some tops that match the pants... I thought I will really kill her. She decided to put down the pants for hour in the end. Well, I knew I won't buy this, but I didn't want to fight with her. Finally, we went to that coffe store and another silly situation happened to us. Ola bought the coffees. The waitresses always brought us the order ( I don't know if every Tchibo works like that ), but it was second or maybe third time when they made us to take the coffee on our own. My sister was walking about four times back and forth to bring the whole order. The place is really small so it's hard, especially when it's full of people. I ordered light latte, but it was so strong so I felt like my eyes will fell out. I ate the cake and drunk a bit of the disgusting coffee but I decided to leave anyway. There was a special weekend in mall in our town. There was make-up for free, hairdresser gave advices and there was also a stylist. It's not every thing. Some famous people run very easy competitions on the stage. My sister really wanted to try that make-up for free so I said yes and why tried this. That makeup artist was annoyed she must work. I tried to make her smile and told her a story when I made a make-up that morning and I realised my eliner is over after making up first eye. She didn't even look at me. She just told me that my lines are too big. Then she put a lot of tan on my cheeks and a powder. My sister has problems with her skin and it takes so much time to make her face look beautiful and the silly make-up artist told Ola her skin is amazing and she put blush on her cheeks and that's all. I wanted to have fun and asked Ola what she thinks about going to that stylist guy and ask how I look like. She wasn't sure but finally she said yes. We also went to the hairdresser and she told us our hairdos are perfect and so fashionable :) I was wearing Karl Lagerfeld, Suda and Topshop. I asked that stylist guy what he thinks about my outfit. He was like: yyyyyyy, I don't know what to tell you. I was like: wwwwtttttfff????? And the other stylist came and she said: wow, I saw you when the girl made you make-up. You look so cute! So your age! I decided to ask her what she thinks, how old am I. She told me I'm 20. I started laugh because I'm 24 in May :). and then she was like: gooosh, your flats are so sweet! And I was like: Oh, it's Karl Lagerfeld. And then the stylists were like wtf. They didn't know who Karl is, I guess. Please, it's not possible for stylist to not know who Karl Lagerfeld is. Whatever. There were two kinds of competitions yet. First one was photography competition and the second one was about to finding an outfit for a date in one minute. The prize of first competition is about 100 euro (but we must wait for the result) and second one cosmetics for free. I made Ola to take a part of both. There were not many people around so we didn't make fool of ourselves :). I took a part of the second competition with some teenagers. I found the clothes in few seconds and they wondered like for hours. The funny part is I chose exactly same clothes I was wearing that day (of course chain store version). It was funny because I had no idea I take same clothes. The guy who run the competition asked me: what's your name? I said: Kasia. He: welcome Asia....! Me: KASIA. He was annoyed that I chose similar clothes to mine and at the end he said I must be kind of romantic girl (I chose heart printed dress and cat flats). The lady gave me the prize and it was a cosmetics ( I got fake tan cream ) and coupon to a shoes store. I had no idea how I made this but somehow I was able to go down on (on my square knees) from the stage. When I was down I realised I got two coupons! It was so great because my mom is just looking for new shoes and those coupons is a perfect belated birthday gift. And of course we had to go to the second photography competition. I almost lost my gold payment card, it's just me, awkward me. The task was to just stand on the colorful wall and pose. My sister was so angry because the photograph took a photo where she looks like a mermaid cus her thighs look like one and her face is really scary on the photo. The photographer took the photo under us so our heads look also really weird. Gash, that weekend was really crazy. I don't remember when I laughed so much from awkwardness :). I bet that kind of stories may happen only to me and my sister :)

Denim jacket - Valfre
Skirt - Mohito
Purse- Suda
Glittery shoes - Topshop





Follow on Bloglovin