Friday, September 26, 2014

`My brain hums with scraps of poetry and madness.` — Virginia Woolf


Pamiętacie jak ostatnio pisałam o spacerze do parku, o nastoletnich alkoholikach i kaczkach? No właśnie... Te zdjęcia są z tamtego dnia :). Czułam się taka wkurzona na świat, że nie mogę normalnie usiąść na ławce, przy fontannie, rozkoszować się chwilą, ciepłym dniem i robić ładnych zdjęć, a zamiast tego muszę kryć się na stromej górce z kaczkami, które nawiasem mówiąc kocham. Tak więc schodząc na ziemię, do tematu jakim jest moda.... Moja stylizacja jest całkiem prosta. Sukienka w drobne kwiatki, botki i dwie torebki, lisia i taka na ramię. Chciałam wyglądać dziewczęco, ale też `wolno, wyzwolenie`, trochę może w stylu boho. Wydaje mi się, że moje brązowe botki każdej stylizacji nadadzą takiego właśnie charakteru. By to podkreślić założyłam mnóstwo koralikowych bransoletek i piękny ceramiczny naszyjnik, którzy przybył do mnie aż z Glasgow. Nie raz widziałam ceramiczną biżuterię, ale nigdy nie byłam jakąś jej wielką fanką. Aż do dnia, kiedy na Etsy znalazłam sklep IslaClay. Miejsce, w którym jest mnóstwo pięknie skrojonych i ręcznie malowanych naszyjników. Kiedy zobaczyłam te wzory i kształty, od razu pomyślałam sobie `co za sztuka! ktoś, kto to robi musi być na prawdę utalentowany!`. Miesiąc później fioletowo-białe cudo czekało na mnie w skrzynce pocztowej z pięknym listem od autorki naszyjnika. Paczka nadesłana od serca przyprawiła mnie o wielki uśmiech na twarzy, a na moim serduszku zrobiło się cieplej. Kilka dni potem, idąc na spacer do parku, ubierając się z myślą o stylu dziewczęco-boho wiedziałam, że ten naszyjnik idealnie będzie dopełniał całości. Nie myśląc długo ubrałam go. Wiedziałam, że to świetny wybór, jedna Pani zapytała mnie nawet skąd go mam! Uwielbiam takie historie :)  ! Do you remember when I've written about that walk to park, about teenage alcoholics and ducks lately? Those photos are photos I took that day :). I felt so pissed of with world that I can't just sit on the bench, by fountain, enjoy the moment, warm day and take lovely photos and instead I hide on a steep little hill with ducks, yeah I love ducks but still. Anyway back to the fashion topic.... My outfit is very simple I think. I wanted to look girly so I wore dress printed little flowers, boots, fox-purse and mustard bag. I also wanted to look `free` kind of boho at same time. My brown boots makes every look kind of boho, I guess. I also decided to wear some accessories to emphasize the boho look. I chose many colorful bracalets and ceramic necklace that I got straight from Glasgow. I saw ceramic jewerly before but I wasn't a big fan of that till the day I found an Etsy shop called IslaClay. This is a place full of beautiful necklaces that are handmade. The shapes are very unique and the paintings also! When I saw those patterns and shapes I had only one thought in my mind: `what an art! that person who makes it must be very talented!`. I found violet - white treasure in my mail box month later. I also found such lovely letter inside that author of this beautiful necklace wrote to me. That box was prepared with love, it made me smile, like really smile and my heart melted. I decided to go for a walk few days later (you already know the story ;) ) and I immediately knew that that lovely necklace completes the girly-boho look. I didn't think too much, I just wore it. I knew it's perfect choice. You won't believe what happened! Strager asked me where is this necklace from! Aw, I love that kind of stories :) !
Co u Was? Ja jestem taka szczęśliwa, że robię głupstwo za głupstwem nie świadoma tego. Ale mam powody! W poniedziałek byłam w Sopocie. Lekarka zwiększyła mi dawkę steryd (więc muszę się liczyć z tym, że mogę napuchnąć jak balon), dała mi jakiś krem, płytę z ćwiczeniami i to wszystko na miesiąc. No i oczywiście dostałam zastrzyk i codziennie leki przeciwbólowe, ale jejku jest wspaniale! Strasznie się cieszę, mogę wszystko robić sama, nawet ostatnio kartony w moim pokoju przenosiłam i mogę Marcela nosić! Ah, cóż to za ulga obudzić się normalnie bez zastanawiania się i bez wyrzutów sumienia, że muszę znów prosić mamę aby mi zrobiła herbatę. Ogólnie ten tydzień był chyba tygodniem rozstrzygania różnych spraw. Niestety, nie otworzyli kierunku studiów, na który składałam papiery. Teraz już mogę wszystko napisać. Więc składałam papiery na dwa kierunki, z czego z jednego (dziennikarstwa) w końcu zrezygnowałam, bo zdałam sobie sprawę, że mimo iż kocham pisać i pracuję jako redaktor to nie interesuje mnie ani jeden przedmiot, który jest wykładany. Z kolei w liceum założyłam sobie, że nie będę się uczyć byle by się uczyć i odbębnić swoje. Jeżeli już to będę uczyć się tego, co mnie interesuje. Tak więc z dziennikarstwa zrezygnowałam. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś (nie mówię tu o sobie) dobrze pisze to nie potrzebuje do tego studiów by potem pracować w zawodzie. Poznałam od groma wspaniałych, utalentowanych dziennikarzy na wysokich stanowiskach, którzy pokończyli zupełnie inne kierunki. Wydaje mi się, że długotrwała praca w tym zawodzie jest czymś w stylu loterii i potrzebna jest odrobina szczęścia. Drugi kierunek, na który składałam papiery to Komunikacja Społeczna i Media. Również kierunek mało mnie interesujący bardziej na zasadzie `gdzieś wypadałoby już pójść w moim wieku`. Właśnie ten kierunek nie został otworzony. Szczerze? Kamień spadł mi z serca. W tym roku mam zamiar porządnie przyłożyć się do angielskiego i francuskiego. Może zrobię jakiś kurs, zobaczymy jak to się rozwinie. Najbardziej martwi mnie jutrzejsza rozmowa z dziadkiem. On strasznie się o mnie martwi, ja to wiem i jest mi bardzo miło, że tak się o mnie troszczy. Z tym, że ja wiem, co jest dla mnie najlepsze w danym momencie. Nie wiem, być może popełniam błąd i to dziadek ma rację, ale najwyżej kiedyś powiem, oh głupia byłam. Dziadek miał rację. Nie chcę się zmuszać do czegoś, czego nie chcę na razie robić. Nie wiem nawet czy dałabym fizycznie radę dojeżdżać. Dobra, zmiana tematu. Dziś byłam w bibliotece. Wypożyczyłam sobie trzy książki. Małego Księcia, W stronę swanna Prousta i Listy Oscara Wilde'a. Mam miesiąc, powinnam zdążyć przeczytać. W domu mam jeszcze Buszującego w Zbożu. Ale jak jestem w bibliotece to widzę tyle książek, które chciałabym natychmiast przeczytać! Ten tydzień jest też bardzo `o modzie` w Słupsku. Jakiś słupski projektant wystawia dziś swoje prace w kawiarence, jutro do miasta przyjeżdża Ł. Jemioł. Ja jednak nie idę na żadne z tych wydarzeń. Zaplanowałam już wizytę u babci, której się boję ze względu na rozmowę z dziadkiem, czytanie i oglądanie filmów. Przed wczoraj oglądałam Yves Saint Laurent. Piękny, smutny, wzruszający film. Polecam go z całego serduszka. Nie mogę się doczekać drugiej wersji, w której zagra Louis Garrel i Lea Seydoux! Cóż za obsada! A tymczasem za oknem jesień. Planuję upiec dyniowe ciasteczka ;) Jak macie jakieś przepisy podsyłajcie. Mile widziane cupcake'i albo muffiny :)How are you? I'm so happy, so happy so I do stupid things, one after another and the worse thing is that I'm aware of this. But I have reasons! I was in hospital in Sopot last Monday. My doctor increased dose of steroids (so I know I may put on weight and get some swell over my body, especially face), she gave me also an ointment and cd with exercises. I must use every thing for month. I also got an injection and some painkillers, but yay I feel so good! I'm so happy cus I can do every thing on my own, I even moved boxes in my room two days ago and I can carry Marcel! It's such relief to wake up without pangs of conscience that I must ask my mom for a tea. Well, this week was `settle the matter` week. Unfortunatelly, they didn't open the course on University I appled. I can write about every thing now. So I applied on two courses and well, I resigned of one of these (journalism) because I realised that despite I love writing and I work as a writer/editor I'm not interested in any of the subjects of journalism course. When I was in high school I promised myself to not study anything I'm not interested in. If I want to study something it must be something I'm into. So, I resigned journalism. If someone ( I don't write about myself) can write then doesn't need any Universities to work as a journalist. I've met many amazing, talented journalists who has good position and they didn't studied journalism. I think that long-term job as journalist is something kind of lottery and good luck. The second course I applied is called `Media and Social Communication`. I'm also not interested in. I applied there cus `I should finally study something, cus I'm getting old`. They didn't open this course. Honestly? I'm glad they didn't open this course. I want to focus on english and french this year. I was also thinking about some short course, who knows? We'll see what time brings. I'm worrying very much about tomorrow's visit at my granny's. My grandfather is worrying about me. I know he wants the best for me and I'm so happy that he loves me so much but I think I know best what's best for myself in current moment in my life. I don't know.. Maybe I'm making huge mistake that I'm not applying for the courses my grandfather wished I did but I won't. Maybe he was right and I say I was stupid and he was right one day, I don't know. I really don't want to do anything under presure. I'm not even sure if I would be able to drive so far to the Uni. Ok, whatever. Let's change topic. I was in library today. I borrowed `Little Prince`, `Du cote de chez Swann` by Proust and `Oscar Wilde's letters`. I have month to read them all. I should finish them in month, I guess. I have `The Catcher in The Rye` unread at home yet. Ah! When I'm in library I see so many books I want to read! This week has been very fashion in town where I live. There is a designer here, actually I don't know him and I've never heard about his projects till the advert I saw now and he made an exhibition of his clothes in cofeteria. Tomorrow is huge even where very famous polish designers comes but I don't go to any event of these. I already planned that visit at my granny's that I'm so afraid of, reading books and watching movies (usual weekend). I watched Yves Saint Laurent movie two days ago. It's such beautiful, sad and touching movie. I really recommend watching this. I can't wait for the second version where Louis Garrel and Lea Seydoux are plaing. What a great cast! And Autumn is outside. I'm planning to bake some pumpkin cookies :). If you have any tested recipes then send them to me! I really wish some pumpkin cupcakes or muffins :)


Dress - Sinsay
Boots - Sinsay
Mustard bag - Topshop
Fox purse - LittleOddForest
Bracalets - My mom's and Lilou
Ceramic necklace - Isla Clay




Follow on Bloglovin


Tuesday, September 23, 2014

♥ Alexa Chung during London Fashion Week SS15


Jeden z najważniejszych okresów w świecie mody właśnie trwa. Podczas Fashion Weeków głównie skupiamy się na kolekcjach i ubraniach, które proponują nam projektanci na nadchodzące sezony. Kocham modę, ale nie mam ciśnienia na oglądanie pokazu za pokazem, dzień w dzień, jak robię to w przypadku mody męskiej. Wolę sobie spokojnie wszystko `nadrobić`. Mimo wszystko, dzięki bogu, cały czas w internecie napotykam zdjęcia i artykuły dotyczące właśnie zakończonego pokazu. Jako redaktorka muszę być na bieżąco ze wszystkim co się tam dzieje. Uwielbiam przeglądać zdjęcia street style'owe. Mam wrażenie, że niektórych fantazja ponosi i specjalnie wybierają kontrowersyjne stroje. Ja jednak jestem zwolenniczką `bycia sobą`. Oczywiście jest to jakaś `specjalna okazja`, nie mówię, że nie, każdy chce wyglądać wyjątkowo, ale bez przesady. Dokładnie widać, gdzie ktoś przekroczył granicę właśnie tego bycia sobą. Ale to tylko moje zdanie. Dziś postanowiłam pokazać Wam stylizacje jakie wybrała Alexa Chung na London Fashion Week. Uwielbiam Alexę z miliona pięciuset sześciu powodów i jednym z nich jest jej nieprzeciętny, wyjątkowy styl. Podczas Tygodni Mody pokazała, że można wyglądać wspaniale i modnie nie przebierając, a ubierając się. Jej stylizacje zawierały między innymi takie marki jak Chanel, Bella Freud czy Shrimps. Nie da się też zapomnieć uroczego żółtego golfu i spódnicy w panterkę z najnowszej kolekcji Topshop, w których bez wątpienia wyróżniała się pośród ubranych na czarno gości. To bez dwóch zdań moja ulubiona stylizacja, a Wasza?The most important time in fashion world has already lasted. We usually focus on new collections and clothes which designers present us for coming seasons during Fashion Weeks. I do love fashion but I'm not that determined to check every show every day, just as I do if it goes about men's fashion. I prefer quietly catch up with every thing when the whole hype is over. I find a lot of photos and articles about shows in Internet anyway. I'm a journalist and I must be updated with every thing if I want to write good articles. I really like checking street style photos. I feel like some people want to attract other's attention by their controversial look and it's unaffected. I prefer being yourself quite much. Of course, I realise Fashion Week is a special occassion but people should also know the border. Each of us want to look special but we should be ourself. I don't know but it's obviousl when someone wants to attract attention and the look isn't herself or himself. It's just my thought ;) I want to show you something different today. I want to show you every look of Alexa Chung during London Fashion Week. I do love Alexa for million reasons and one of those is her unique, lovely style. She showed us that she can look good and fashionable being herself, not dressed up. Her looks contains i.a brands like Chanel, Bella Freud or Shrimps. I bet no one forgets that lovely, yellow turtle neck and leopard skirt from the newest Topshop's collection she wore during Topshop Unique show. She stand out sitting next to all those guest who had total black looks. This Alexa's look is my totally favourite, what's yours?





Sunday, September 21, 2014

♥ My big calendar 2014/15.


Jestem bardzo systematyczną i poukładaną osobą. Wszystko muszę mieć zaplanowane i robić według listy. Czasami staje się to nawet denerwujące, bo jak czegoś nie zrobię to jestem wściekła na siebie. Ale ma to też swoje plusy... Nic nie odkładam na później. Wszystko, co mam zrobić zawsze zapisuję w kalendarzu. Także te ważne rzeczy, które wydarzyły się danego dnia mam zapisane. `Nigdy nie wiadomo co może się przydać`. Niedługo rok się kończy. W gruncie rzeczy zostało już kilka miesięcy także myślę, że jest już to najlepszy czas by pomyśleć o dobrym kalendarzu. Dość długo szukałam tego jedynego, idealnego. W końcu znalazłam. Zarówno strona praktyczna jak i wizualna jest piękna. Idealnie pasuje do mojego stylu życia, wielkością mieści się w torebce, a ramki na każdy dzień są odpowiednio duże, także wszystkie ważne informacje da się tam zmieścić. Jestem z niego tak zadowolona, że postanowiłam pokazać Wam moją zdobycz ;) Swój idealny kalendarz znalazłam na Etsy. Krzyczał do mnie pośród całej reszty. Jest piękny. Tak właśnie weszłam do sklepu The Big Calendar , który przepełniony jest magicznymi kalendarzami. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Najfajniejsze jest to, że okładki są wyjątkowe. Nie znajdziecie takich nigdzie indziej. Podobają mi się też dopiski w miejscach, w których totalnie się ich nie spodziewam. To wywołuje uśmiech na mojej twarzy. A największym plusem jest to, że kalendarz jest ręcznie robiony. I'm systematic and well organised person. I like doing every thing according to to do list and plan every thing. Sometimes it's even annoying, because if I don't do something I planned before, I feel mad at myself and guilty. But it has pluses too... I don't leave thing for `later`. Ok, sometimes I do, but it's not like all the time. I note every thing I want to do into calendar. I also note those important situations that already happened in my life. `You never know what may be useful`. The year is over soon. Actually, only few months left so I think it's the best time to start thiking about new calendar. I was looking for that perfect one for such long time. Finally, I did find it! Both : practical and visual sides are so beautiful. That calendar perfectly fits to my bag, my life style and the note-frames are big enough to write important notes. I'm really happy I found it. This is why I decided to share it with you ;) I found my calendar on Etsy. It almost screamed to me among the rest paper calendars. Mine is so beautiful. This is how I found amazing shop called The Big Calendar. It's full of many wonderful calendars. I'm sure every one of you find something for yourself. I really like the fact that the covers are pretty unique. You won't find such anywhere else. I also like the funny notes in places, I don't expect to find those. It makes me smile every time I find it :). And the most important thing is that the calendars are hand made.