Sunday, December 14, 2014

♥ Chanel Métries d'Art in Salzburg ♥


Pokazy Chanel zawsze są doskonałe i magiczne. Oglądając pokazujące się na wybiegu sylwetki staram się wyobrazić co mogło siedzieć w głowie projektanta... Dawno, dawno temu w głowie Karla Lagerfelda urodził się pomysł na stworzenie idealnej kolekcji, która owiana tajemniczością przypominałaby bajkę. A wszystko zaczęło się od krótkiego filmu pt. `Reincarnation`. Filmu, który jest kontynuacją opowieści o Coco Chanel. Karl wraca do początków jej przygody z modą i miesza je z historycznymi faktami dotyczącymi cesarstwa; cesarzowej Elżbiety i jej męża Franz-Joseph I. Pierwsza scena odbywa się w klimatycznej kawiarni hotelu, gdzie Geraldine Chaplin wcielająca się w rolę Chanel zatrzymała się podczas swoich wakacji. Przez jakiś czas przygląda się boyowi hotelowemu obsługującemu windę. Nie ukrywa zachwytu nad jego marynarką i pewnego razu pyta go skąd ją ma. To właśnie jego uniform zainspirował projektantkę do stworzenia kultowego żakietu Chanel. Historia marzenie! W drugiej części przenosimy się do sali, gdzie panuje senna, marzycielska atmosfera. Ulubienica Cara Delevingne i przyjaciel Karla Pharrell Williams tańczą walca wcielając się w rolę zakochanych, nie widzących poza sobą świata małżeństwa, Sissi i Franz-Joseph I. Poprzez kolorystykę nieco kojarzą mi się z duchami ;) W tle gra piękna melodia, a po czasie zarówno Pharrell jak i Cara zaczynają śpiewać magiczną piosenkę `CC the World` stworzoną specjalnie na potrzeby filmu. Lagerfeld po raz kolejny zachwyca nas swoją niesamowitą wyobraźnią.Chanel Fashion Shows always are perfect and magical. I always look at models on the catwalk and try to imagine story the designer is telling us... Once upon a time Karl Lagerfeld got the idea to make kind of mystery, very fairy-tale collection. And every thing has started with a short `Reincarnation` movie that is a continuation of Coco Chanel's story. Karl goes back to the beginnings of her adventure with fashion and mixes it with the historical facts of the Empire; Elizabeth and her husband Franz-Joseph I. First scene of the movie is placed in hotel's reastaurant where Geraldine Chaplin who plays Chanel stays during her holidays. She observes a bellhop. He operates the lift. She immediately fell in love with his jacket. She doesn't hide it. Finally, she asked him where is it from. Actually, this uniform was the main inspiration of legendary Chanel jacket. This story is just like a dream! The second part of the movie is placed in same place but the atmosphere is different, it's dreamy and mystery. There are no other people but Karl's muse Cara Delevingne & his dear friend Pharrell Williams. They dance waltz playing Sissi and Frazn-Joseph are very in love. They only have eyes for theirselves. They remind me of ghosts a little bit, the colours are so dramatic ;) We can also hear lovely melody and then singing both Pharrell and Cara. They sing magic song `CC the World` that was made only for the movie. Lagerfeld shows he has amazing imaginary again :). 
Krótki film miał premierę dzień przed samym pokazem. Miał być wprowadzeniem do opowieści jaką projektant chciał przekazać na wybiegu. Nie bez powodu pokaz Chanel Métries d'Art odbył się w Salzburgu. To właśnie tam Gabrielle spędzała wakacje. Tam zaczął się proces tworzenia nieśmiertelnego żakietu. Goście zostali zaproszeni do XVIII wiecznego zamku Leopoldskroner nad jeziorem Leopoldskroner Weiher w Austrii. Do bogato zdobionych wnętrz w stylu rokoko Lagerfeld zaprosił około dwieście osób, głównie dziennikarzy prestiżowych magazynów, ulubione klientki i stylistów. Wszyscy wyglądali elegancko i wyrafinowanie. W sam raz na tak wyjątkową okazję. Na wybiegu pojawiło się około dziewięćdziesiąt sylwetek. Oczywiście najczęściej mogliśmy podziwiać kultowy żakiet, w nowych odsłonach, np. tyrolskiej. Pojawiły się charakterystyczne denimowe szorty w stylu lederhosen, florystyczne hafty czy np. kapelusze z piórkiem. Modelki zaprezentowały też stroje nawiązujące do czasów istnienia monarchii Austro-Węgierskiej. Było dużo plisów, koronek i aksamitnych kokard. Nie obyło się bez fantastycznego, uwielbianego przez Karla połączenia ponadczasowej elegancji ze stylem tomboy. Znalazło się wiele doskonałych tweedowych spodni, płaszczy i peleryn oraz kaszmirowych i szyfonowych sukienek i bluzek. Kolekcja Métries d'Art to ręcznie wykonane arcydzieła. Nad każdą sylwetką pracują ludzkie ręce, a nie maszyna. Każdy szczegół jest idealnie dopracowany. Na wybiegu pojawiły się ulubienice projektanta: Cara Delevingne, Kendall Jenner, Lara Stone, Lindsey Wixson, Eddie Campbell, Ola Rudnicka i Charlotte Free. Karl Lagerfeld za każdym razem przypomina nam o bogatej i ciekawej historii założycielki francuskiego domu mody, co jest fantastyczne. W poprzednich sezonach zabrał nas do Szkocji, skąd Coco przywiozła tweed oraz Texas, gdzie dom mody odżył biznesowo i rozkochał w sobie Amerykanki.  Premiere of this short movie was just day before the fashion show. This short movie was an introdution to a story Karl wanted to share with us during the show. There is a reason why Chanel Métries d'Art fashion show was in Salzburg. This is the place where Gabrielle Chanel spent memorable time. She started the proccess of legendary Chanel jacket there. Guests were invited to a very old Leopoldskroner Palace. The palace is located on the lake Leopoldskroner Weiher in Austria. Karl invited about two hundred guests to richly decorated interiors in the Rococo style. They were mostly journalist from prestigious fashion magazine, stylists and favourite clients. Everyone were very elegant and sophisticated. There were about ninety looks. There were showed the legendary jacket in many different ways, for example tyrolean.  There were also typical denim shorts styled on lederhosen shorts, floral embroidery or for example hats with a feather. Models also showed outfits connected to opulence and grandeur of the days of the Austro - Hungarian Empire; a lot of pleats, lace and velvet bows. Looking at the looks you can feel the fantastic, adored by Karl mix of elegance and tomboy style. There were many lovely tweed trousers, coats and capes and cashmere and chiffon dresses and blouses. Métries d'Art is a collection full of hand made art. Each outfit is made by humand hands, any machines. Every detail is perfectly done. There were many Karl's favourite models, like: Cara Delevingne, Kendall Jenner, Lara Stone, Lindsey Wixson, Eddie Campbell, Ola Rudnicka and Charlotte Free. Karl Lagerfeld reminds us of interesting story of the founder of magical french fashion house that is Chanel when he only can. I think it's lovely! He took us to amazing place previous season too. Scotland. The place where Coco brough tweed from. Texas. The fashion house got second live and made american women in love with Chanel's clothes.



Follow on Bloglovin


Wednesday, December 10, 2014

♥ If I ruled the world every day would be the first day of spring ♥


Heyho! Jak nastroje, kochani? Czujecie już święta? Ja o dziwo czuję. Na zewnątrz pojawia się coraz więcej pięknych światełek, mikołajów z cukierkami i ludzi zawiniętych szalikami po sam nos ;) Tegoroczne święta spędzę z mamą, ale bez siostry. Ola jedzie z mężem do Krakowa. Zazdroszczę jej. Sama chętnie spakowałabym mamę w torbę i zabrała ją do Krakowa ;) ! Ostatni weekend był super. Odwiedziła mnie właśnie Ola. Poszłam z nią do fryzjera i przy okazji sama ścięłam włosy. Z początku obawiałam się, że ta fryzura nie jest dobra na zimę, kiedy trzeba się opatulać czapkami i szalikami, ale mimo to postanowiłam zaryzykować. Mam taki szalik, który jest mega szeroki i zakrywa całą szyję więc nie muszę się martwić o włosy ;). Muszę się w końcu zebrać i zrobić z nim jakąś stylizację. Jest piękny! Z Olą byłyśmy na kawie. Nie rozumiem dlaczego rodzice w ogóle nie pilnują dzieci w centrach handlowych. Te robią co chcą; biegają, skaczą, płaczą, wpadają na innych ludzi i ... liżą witryny. Uwielbiam dzieci, ale bez przesady! W Tchibo wszystkie stoliki były zajęte więc chwilę pochodziłyśmy po sklepach pooglądać rzeczy i witryny. Szczerze mówiąc nie było nic takiego, co zwaliłoby mnie z nóg, oprócz mnóstwa książek, które są na mojej wishliście ;). Ola była tak kochana, że na Mikołaja kupiła mi `Zniszcz ten dziennik`. Nie mogę się doczekać aż zacznę kartka po kartce go niszczyć (; Z soboty na niedzielę nie mogłam spać. Praktycznie całą noc byłam przytomna, dlatego cała niedziela była do tyłu. Nawet kawa mi nie pomagała. Oczy zamykały mi się same. W poniedziałek pojechałam do Gdańska, a potem Sopotu. Całą drogę przespałam. Byłam przerażona, bo wszyscy mnie budzili, a ja za sekundę znów zapadałam w sen. Nie mogłam się przebudzić. Dopiero zimne powietrze mnie jakoś orzeźwiło. Ten dzień był ciężki jeśli chodzi o badania i zastrzyki. Wszystko było tak jak zwykle, ale bardziej odczuwałam ból. Nie wiem od czego to zależy. W drodze powrotnej znów spałam ;)! Dziś znów jestem nieprzytomna. Nie wiem co się ze mną dzieje. Chyba wychodzi ze mnie zmęczenie. Oglądałam ostatni pokaz Chanel i jestem totalnie zakochana! Przez ostatni czas tak bardzo skupiłam się na problemach, że wszystko zaniedbałam. Wiem, że problemy są ważne, ale czasami te małe rzeczy, które robimy i przynoszą nam radość jedynie trzymają nas przy zdrowych zmysłach. Ja o tym chyba zapomniałam. Wracam do `planowania` wszystkiego, nadrabiania i moich kochanych zajęć. Dacie wiarę, że nic nie wkleiłam do pamiętnika przez dwa miesiące? Skandal. Słupsk, czyli miasto w którym mieszkam stało się ostatnio bardzo sławne przez wybór prezydenta - Roberta Biedronia. To pierwszy gay-prezydent. Wszystkie media (nawet zagraniczne) o tym huczały. Szczerze mówiąc sama chciałam iść na wybory i zagłosować na niego, ale chęć zakopania się w niedzielę w łóżku była silniejsza ;) Cieszę się, że wygrał. Wydaje się być mądry, wesoły, optymistyczny, a przede wszystkim zorganizowany. Ważne jest też to, że jest medialny i wychodzi do ludzi. Ma swoją stronę na Facebooku, gdzie codziennie dodaje jakieś newsy, np. że przyjechał do pracy rowerem, a nie jakimś super drogim autem. Wcześniejszy prezydent był bardzo poważny i nie było mowy o takich ekscesach. Kiedy nawet spotkało się go na ulicy, traktowano go jak króla, prawie kłaniając się w pas. Czuję, że w tym przypadku jest inaczej. Otwartość Pana Biedronia i zrozumienie zwykłego obywatela wygrała. Prawdę mówiąc jestem zdziwiona, że ludzie z mojego miasta głosowali na niego. Panuje to wielka nietolerancja nawet dla najmniejszych rzeczy! Ludzie gadali, że `pedał` do niczego się nie nadaje, że na ratuszu zawiśnie tęcza i takie tam. Ktoś jednak głosował i to spora część miasta. Kiedy Pan Biedroń został wybrany po mieście zaczęły chodzić jakieś dziwne rymowanki: `obywatele słupska chrońcie wasze dupska`. Jestem zniesmaczona, zawstydzona i pełna oburzenia. Tacy ludzie są dla mnie prostakami i złymi ludźmi. Mówią: nie jestem homofobem. Ale są. Homofob to dla mnie tak samo zły człowiek jak nazista.  Mimo wszystko na razie wydaje się być piękne, ale jak będzie w rzeczywistości i za jakiś czas, kiedy wszystko ucichnie? Czas pokaże.Heyho! How are you guys? Do you feel like christmas is coming? Well, it's weird, but I do. There are so many beautiful lights, santa clauses with sweets and people wrapped in scarf ;) I'm going to spend this Christmas with my mom but without my sister. Ola is going with her husband to Cracow. I'm jealous. I wish I could go with my mom there too. Last weekend was pretty awesome. Ola visited me. I went to hairdresser with her and I also cut my hair. Honestly, I was afraid that that haircut may not be good for winter weather when you must wrap yourself in scarf and hat. Eventhough I decided to cut my hair. I have a scarf that is large and it covers my whole neck so I don't need to worry about my hair ;). I must take some outfit photos including this scarf. It's so beautiful! Me and my sister went to coffee store where we wanted to drink some vanilla lattee. I don't get those parents those don't care about their children in shopping centre. They do whatever they want; they run, they cry, they jump, they bumb into others and ... lick the windows. I love kids but still! There were no free seats so we decided to visit some stores and check what's new. There was anything interesting to be honest. Of course, I found a lot of interesting books I put on my wishlist ;). My sister is so lovely so she bought me `Wreck This Journal` as a Santa Claus ;). I truly can't wait to wreck every single page of that journal (: I have no idea why but I had insomnia saturday night. I didn't sleep almost whole night so I was useless on sunday. I was so sleepy so even coffee didn't help me. My eyes closed by themselves. I had to go to Gdańsk and Sopot on Monday. I slept during the all journay. I was scared what is wrong with me cus every one was trying to wake me up but I opened eyes and fall asleep in a second again. Actually, cold air woke me up. That day was hard if it goes about tests and injections. Every thing was just like usual but the pain was bigger. I have no idea why it was like that. I slept in our journay back again. I'm sleepy again today. I have no idea what is wrong with me. I guess, it's just tiredness. I watched new Chanel fashion show and I'm totally in love with it! I focused on problems so much lately so I neglected every thing. Problems are important, I know, but sometimes those little things that we normally do make us happy and keep us smiling. I forgot about this, I guess. I'm back with planning everything, catching up and my beloved photos. Can you believe I haven't put anything in my diary for over two months? Scandal. Słupsk, the town I live in, is very famous lately. It's because of our new president - Robert Biedron. It's first gay-president ever. All medias (even foreign) write about this. To be honest, I also wanted to vote on him, but it was Sunday so laying in warm bed seemed better ;) I'm glad he won. He seems to be clever, cheerful, optimistic and well organised. I guess that is the most important for a president. It's also important that he is open to the media and people. He runs own facebook page where he adds something new every day, for example photo where he rides a bike to work, not exclusive car, just bike. The last president was very serious and he wasn't too open. Even if you met him you felt kind of scear mixed with respect and you greeted him with a bow. I feel it's different this time, new president is different. Robert is open both to media and also normal people. Honestly, I'm very surprised that people from my town voted just for him. People who lives in my town are very intolerant, even if it goes about small things. I remember people talked before voting that pussy can't be a president in this town and he probably will make a rainbow on town hall. Well, it seems like people voted on him tho. And it was large proportion of people. When Robert Biedron won the elections, people started making stupid ryhmes like: `citizens of Slupsk hide your asses`. I'm truly confused and ashamed. That kind of people are simpleton and bad people to me. They say: I'm not a homophobe. But they are! Homophobe is a very very bad person for me. It's just as bad as nazi. Although every thing seems to be beautiful now. How it's going to be later? For example in a year when every thing will be quiet? We'll see.

Faux fur coat- Zara
Beret - H&M
Dress - Sinsay
Knee high boots - Sinsay
Tights - Marilyn
Bag - AsianCandy
Necklace with Marcel- MamaSan
Brooch - Śliwka




Follow on Bloglovin


Wednesday, December 3, 2014

♥ All the time I just want to let go and go and...


No i mamy już grudzień. Za oknem zimno, ponuro, słupki termometrów pokazują wręcz minusowe temperatury. Poranki witają nas orzeźwiającym powietrzem i oszronioną trawą. Dni stały się krótsze. Słonko wychodzi zza chmur bardzo rzadko. Czy tylko mi się wydaje, że zima jest najgorszą zmorą blogerek? Tak sobie myślę, w sumie to zadaje sobie to pytanie od kiedy założyłam bloga. Jak właściwie fotografować swój outfit, kiedy na zewnątrz jest tak zimno? Cóż, rok, czy dwa lata temu, byłam na tyle głupia, że ściągałam płaszcz i zdeterminowana, mimo otaczającego mnie śniegu robiłam zdjęcia. Teraz chyba z tego wyrosłam i podchodzę do tego zupełnie inaczej. Czy warto się zabijać dla kilku zdjęć? W tym roku zdecydowałam, że większość zdjęć będzie w pomieszczeniach. Jeżeli już zdecyduje się na otoczenie natury, postawię na płaszcz. Właśnie ten look jest tego przykładem. Pokazałam jak noszę się na co dzień. W tym przypadku wczoraj. Postanowiłam połączyć biały golf z białą koszulą Monki. Uwielbiam golfy, oszalałam na ich punkcie. Zwłaszcza jeśli chodzi o połączenie ze spódnicą A-line. Pobawiłam się w warstwy. Koszula jest wykonana z dość cienkiego materiału, dlatego golf wydał mi się idealną alternatywą. Tak czy siak nie zmarzłam ;). Do tego wybrałam czarną, jeansową spódnicę z Zary, właśnie o kroju A-line, kremowe grube rajstopy i długie kozaki. Oczywiście nie zapomniałam o berecie ;) ! W tym przypadku pomyślałam, że biżuteria może być już przesadą. Print na koszuli jest wystarczający. W tym roku bardzo ciężko u mnie z kasą, dlatego większość elementów pojawia się któryś raz z kolei. Na przykład płaszcz. Mam go z tamtego roku. Mimo to wciąż modny i wcale nie wysłużony ;) Szczerze mówiąc ostatnio mam wielką obsesję na punkcie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. często czerpie też inspiracje z różnych kolekcji Miu Miu. W tym przypadku było podobnie :) !And here we are. It's already December. It's cold and gloomy outside. Thermometer shows temperatures below zero almost every day. Mornings welcome us with refreshing air and frosted grass. Days are shorter. The sun comes out very rarely. It's winter on it's way. Is it only me thinking that winter is the worse season for bloggers? I've been thinking, well actually I've asked myself that since I opened my blog. How take outfit photos when there is so cold outside? Well, I was so silly and determined a year or two ago that I took off my coat and took photos, no  matter that frozen snow was around. I grow up now, I guess and I take care of my health much. Are all those photos really worth being sick? I decided I'm going to take most photos inside, try to find lovely places to take photos in. However, I also want to have some photos with nature around. I'm going to wear coat then. No photos without warm coat! This look is the best example of this solution. I showed how I look every day, well in this case, yesterday. I decided to match white turtleneck sweater with white Monki shirt. I love turtleneck sweaters. I'm crazy about it. Especially if it goes about matching it with A-line skirt. This time I played with layers. That Monki shirt is almost transparent so turtleneck sweater seems to be perfect solution. I din't got cold consequently ;). I wore black jeans Zara A-line skirt, woollen tights and knee high boots. Of course, I remembered to wear beret ;)! I think that this look doesn't need jewerly. It could be too much. This is why I didn't wear any. The print on shirt is enough. This year is very hard if it goes about money to me. This is why most of elements are again here, e.g this coat. I bought it last year. However it's still fashionable and not used ;). Honestly, I'm totally obsessed about 60' and 70' lately. Miu Miu collections inspire me very often. This time was like that :) !
Co u Was robaczki? Strasznie dziwnie pisze mi się po tak długiej przerwie, zwłaszcza, że ostatni okres był dla mnie paskudny. Siadła mi samoocena, zaniedbałam się w każdy możliwy sposób. Pomału chcę wrócić do siebie. A blog mi w tym pomoże, jestem pewna. Przez te kilka dni kiedy mnie nie było praktycznie cały czas piszę. Bardzo mało wychodzę z domu. Kiedy w końcu się przemogę moja skóra doznaje szoku. Wciąż mam wrażenie, że jest jesień. Nic bardziej mylnego. Mróz delikatnie owiewa moje ciało przypominając mi o przespanej przeze mnie ulubionej porze roku. Szybko wtedy wracam do domu, kulę się pod kocem i kończę z filiżanką ciepłej waniliowej herbaty i Marcelem na kolanach. Pisanie mnie wykańcza. Budzę się przerażona kolejnym koszmarem. Przy zdrowych zmysłach utrzymuje mnie myśl, że najgorsze już prawie za mną i teraz będzie już tylko łatwiej. Pisanie mi pomoże. Zaczynam myśleć pozytywnie, z tego jestem dumna.  Widzę dobre strony nawet najczarniejszej sytuacji, z której zawsze znajduje rozwiązanie. Nie oglądam telewizji, prawie wcale. W wolnych chwilach włączę sobie Seks w Wielkim Mieście. To mnie relaksuje. Nie zmusza mnie do myślenia. Nie mam teraz czasu na czytanie, a szkoda. Czeka na mnie pokaźny stos książek, które mam zamiar nadrobić podczas Świąt. Jedyne co czytam to magazyny. Harper's Bazaar, Glamour, Wysokie Obcasy. Dużo czasu poświęcam też mojemu facebookowi. Wstawiam tam ciekawe rzeczy, które znajdę w internecie, aktualnie ulubione piosenki, cytaty czy po prostu zdjęcia, które mnie inspirują. Wciąż piszę na Sophisti. Staram się codziennie napisać choć jeden artykuł. Tak jak widzicie- pisanie, pisanie, pisanie ;). U babci nie byłam chyba z dwa tygodnie. W szpitalu w sumie też. Jestem lekko przeziębiona więc zastrzyku nie dostaję. Dopiero w poniedziałek, jeśli mi się poprawi. W głowie urodził mi się pomysł, ależ jaki genialny pomysł! Na razie nie chcę o nim pisać, nie chcę zapeszać. Jak nie wyjdzie to będzie wstyd. Zacznę nad nim pracować jakoś w styczniu. Wierzę w niego i jestem zdeterminowana. Musi się udać! Tyle co u mnie. Jak widzicie, nic ciekawego, wartego opisywania. Ale zawsze `coś`.How have you been my sweetheart? It's really weird to write here after such long break, especially during this time when it was so awful to me. My self-esteem got lower and I neglected myself in every way it's possible. I want to be back with old me. I'm sure blog will help. I've written almost all the time during these days I haven't been here. Actually, I almost don't leave my flat. When I finally push myself to go out my skin hurts. I still feel like it was autumn. There could be nothing more wrong. The frost gently touches my body same recalling me that I overslept my favourite season that is autumn. Then I come back home very fast, hide under warm cover with vanilla tea and Marcel on my knees. Writing is killing me. I wake up terrified by another nightmare I had. The only thing that let me go thourgh this is that I'm almost over with the worst part and now it's going to be easier. Writing will help. I start thinking positively. I'm so proud of myself. I see positive side of every problem, even the huge ones. I always find a solution. I almost don't watch TV at all. I only watch Sex in The City when I want to relax. It makes me feel calm. This TV show doesn't make me think. I don't have time to read. I'm so sorry! There is a huge stack of books that I want to read during Christmas break. I read only magazines. Harper's Bazaar, Glamour and WO. I spend so much time on my Facebook. I add so many things there. I mean those interesting ones that I find in the Internet, current favourite songs, quotes or just photos that inspire me. I still write articles on Sophisti. I try to write at least one article. So as you see. My life is about writing, writing and again: writing now :). I haven't visited my granny for over two weeks. Same hospitals. I've been sick so I can't get the injection then. I get the injection on Monday if I felt better. I have a huge idea, it's genius! I don't want to write about it now. I just don't want to jinx it :) If it doesn't work then it's going to be huge shame ;) I'm going to work on it in January. I believe in this idea from bottom of my heart. It just must work! This is how I have been lately. Just as you see, it's anything interesting. Anything worth writing about. But yeah. It's still `something`
Jakiś czas temu zostałam zaproszona do Warszawy na śniadanie prasowe z udziałem Caroline de Maigret i Sophie Mas, twórczyniami książki `Zostań Paryżanką Gdziekolwiek Jesteś`. Oczywiście nie mogłam pojechać ze względu na problemy z finansami. Było mi bardzo smutno, ponieważ Caroline de Maigret jest dla mnie wielką inspiracją, jest niesamowita. Poznanie jej osobiście to niczym spełnienie marzeń. Niestety, rzeczywistość jest jaka jest i musiałam pogodzić się z faktem, że nie mogę jechać. Tamtego weekendu przyjechała Ola by porządnie mnie pocieszyć. Przeglądając Facebook'a znalazła konkurs Vivy Mody. Zadanie konkursowe było proste. Trzeba było odpowiedzieć na pytanie: `Czym dla Ciebie jest paryski szyk?`. Odpisałam w pięć minut. Nagroda była genialna! Książka `Bądź Paryżanką Gdziekolwiek Jesteś` z autografem Caroline i specjalne wydanie Vivy. Już dawno przeczytałam tą książkę, ale wydanie z podpisem to nie lada gratka! No i ten magazyn... Udało się. Wygrałam :) ! Nawet nie wiecie jak się cieszyłam! To takie pocieszenie, że nie mogłam być w Warszawie. Jestem strasznie szczęśliwa, a poniżej zdjęcia :) I've got an invitation some time ago. The invitation was special. It was a realease breakfast with Caroline de Maigret and Sophie Mas, authors of `Be Parisian Wherever You Are` book. Of course, I wasn't able to go because of my financial problems. I was very sad because Caroline de Maigret is huge inspiration for me, she is amazing. Meeting her personally it's like my dream came true. Unfortunatelly, reality is terrible and I had to deal with the fact I can't go. My sister Ola came to visit me and conform me that weekend. We checked Facebook together and my sister found a competition on Viva Moda's fanpage. The competition task was very easy. I had to answer a question: ` What is paris chic for you?` I wrote the answer in five minutes. The prize was brilliant! The `Be Parisian Wherever You Are` book with Caroline's autograph and special issue of Viva Moda. Well, I've read that book some time ago but book with  Caroline's autograph was a dream! And this issue of magazine... It worked out. I did it! I won :) ! You don't even know how happy I was, I still am! It was kind of comfort for me that I couldn't go to Warsaw. I'm so haapy ! Here I am with photos for you :)

Turtleneck sweater - H&M
Shirt - Monki
A-line skirt - Zara
Tights - Marilyn
Knee high boots - Sinsay
Beret - H&M
Coat - Stradivarius



Follow on Bloglovin


Tuesday, November 25, 2014

“One person’s craziness is another person’s reality.” — Tim Burton


Po długiej nieobecności wracam. Dlaczego nie było mnie tak długo? Cóż, przechodziłam przez małe załamanie nerwowe. Nie wiem co było jego powodem. Być może moja ukochana jesień, może za duża ilość problemów spadła mi na głowę, a może po prostu za dużo ostatnio myślę. Zaczęłam wątpić w siebie, w swoje życie i prowadzenie bloga. Długo zastanawiałam się czy to wszystko ma sens i jakie rozwiązanie będzie najlepsze. Chciałabym coś zmienić, a nie mogę więc wszystko zostaje jak dawniej. Szkoda mi tylko czasu jaki zmarnowałam. Kolorowa jesień się kończy, a ja większość czasu spędziłam rozpaczając pod kocem albo w drodze do szpitala nie robiąc kompletnie nic kreatywnego, a co ważniejsze pożytecznego. Miałam, ba, wciąż mam wiele pomysłów, ale smutkowa blokada jest silniejsza ode mnie. Wszystko się nawarstwiło. Problemy ze zdrowiem, problemy finansowe, chęć zmiany, obojętność, monotonność, rozczarowanie, nie moc i tak mogę wyliczać w nieskończoność. Jednak pomału staram się odcinać od problemów innych i skupić się na sobie. Staram się widzieć pozytywne strony sytuacji, które dzieją się bez mojego wpływu i iść do przodu. Odnoszę wrażenie, że pod wpływem czasu każdy z nas się zmienia, ma inne oczekiwania od życia i inne priorytety. Nie jestem odporna na to, co mówią inni i wbrew pozorom nie mam swojego zdania. Wiele osób ciągle tłucze mi do głowy `wydoroślej`. Ale czym jest dorosłość?  Czy to, że prowadzę bloga, mam taki głos, a nie inny, czy twarz taką, a nie inną lub być może styl ubierania się, oznacza, że jestem dziecinna? Zdałam sobie sprawę, że usilnie próbuję wszystkim udowodnić jaka to ja jestem dorosła i dojrzała zatracając siebie, swoje hobby, swoją kreatywność i pogrążając się w spirali depresji. Powiedziałam sobie dość. Będę robić to, na co mam ochotę, ubierać się tak, jak mi się podoba, a przede wszystkim ignorowała głosy ludzi, którzy wysysają ze mnie pozytywną energię. Odgrodzę się od nich murem. Wiem, że to nie stanie się od razu, ale krok po kroku będę stawać się silna i odporna na bezsensowne rady i komentarze. Mam zamiar prowadzić bloga tak jak mi się podoba. Tworzyć takie stylizacje jakie przyjdą mi do głowy. Mało tego zanudzać Was moimi opowieściami z wycieczek do babci i o bezdomnych zwierzętach. Tyle. Wracam pełna sił! I'm coming back after super long break. Why haven't I written for such long time? Well, I've gone through little nervous breakdown. Actually, I have no idea what was the reason. Maybe my favourite season that is autumn, maybe too many problems I've got lately or maybe I just think too much. I don't know. I've started to doubt in myself, my life and my blog. I've been wondering if every thing has sense for such longe time. I've tried to find perfect solution. I wish I could change something in my life but I can't so everything is like it was before. I kind of regret I lost so much time. Beautiful autumn is almost over and I spent most of that time laying under cover and crying or on my way to hospital doing anything creative or what is more important usefull. I've had so many creative ideas in my mind but my sadness blocks me and it's stronger than me. Health problems, financial problems, willingness to change, dissappoitment and well, I can count like this till tomorrow. However I'm trying to stay positive, not to think about other's problems and focus on myself. I'm trying to see the positives of every situation that happens in my life without my influence and move forward. I feel like each of us change somehow. Time flies and we change. Then we have different life's expectation and different priorities. I'm not resistant what other people say and I also can't say my opinion among other people. Many people explain me I should `grow up` and be mature. What actually is adulthood? Does running my blog make me immature? Does my voice, face or style make me immature? I realised I earnestly try to prove people I'm an adult and mature. Well, I lost myself, my hobbies, my creativity because of it. I plunged in spiral of depression. Finally, I told `enough` myself. I will do anything I want. I will wear that kind of clothes I like, and the most important I will ignore voices of people who sucks my positive energy. I will build a wall so they won't destroy me. I know it won't happen today, tomorrow. I need time and small steps so I'm became strong and resistant for useless comments. I'm going to run my blog the way I like. I will write about visits to my granny's as much as I want. If it goes about homeless animals too. Enough. I'm back full of positive energy. 
Zdjęcia z dzisiejszą stylizacją odgrzebałam z już zapomnianej karty SD. Robiłam je na prawdę dawno. Chyba w październiku? Jakoś tak. Postanowiłam, że dodam je mimo to. Stylizacja jest fajna, miejsce piękne, a że aktualnych zdjęć nie mam ze względu na moje zaniedbalstwo to czuję się zobowiązana dodać te. Tę stylizację stworzyłam myśląc o lesie i klimacie nadchodzącej wtedy jesieni. Idealna wydawała mi się letnia sukienka w kwiaty, która posłużyła za spódnicę oraz piękna bluza z nadrukiem Mateusza Sudy. No i mój jesienny nierozłączny atrybut - beret -. W następnym poście będzie więcej i pozytywniej. Co u Was?Well, the photos I'm adding in today's post are very old. I found these on long forgotten SD's card. I've taken those such long time ago. It was October, I guess. However I decided to add them. The look is stunning, place is beautiful. I don't have current photos cus I neglected every thing. This is perfect reason to add those old ones. I created this look thinking about forest. That floral dress which became skirt here perfectly suits to beautiful blouse with Mateusz Suda's illustration. Of course I wore my autumnal inseparable attribute that is - beret -. I promise, next post is going to be more writing and more positive vibes. How are you?

Beret - H&M
Dress - Ciuchbuda
Ankle boots - Rosewholesale



Follow on Bloglovin