Tuesday, June 30, 2015

♥ like the loneliest whale on Earth I swim ♥


Dzisiaj postanowiłam pokazać Wam stylizację, którą miałam na sobie ostatniej środy, kiedy byłam na wystawie `Palindrom`. Od kiedy w sklepach pojawił się trend na denim i poniekąd na lata 90-te, zaczęłam rozglądać się za ogrodniczkami i sukienką na szelkach. Ogrodniczek `idealnych` niestety nie znalazłam, ale sukienkę owszem. Denim ma wiele kolorów i podróbek. Sukienki `fartuszki` mogą mieć mnóstwo kształtów i dodatków. Tą różnorodność można zobaczyć na przykładach w propozycjach na sezon wiosna/lato 2015 u Stelli McCartney czy Valentino. O tych można nawet powiedzieć, że są dziełami sztuki. Hafty, wzory, koraliki, jest tego mnóstwo! Ja zdecydowałam się na bardziej klasyczny fason. Zwykły, ciemny jeans i dwie kieszonki. Ten model przypomina mi właśnie lata 90-te i czas, kiedy prawie codziennie do szkoły nosiłam sukienkę na szelkach. Dlaczego po tylu latach znów znalazła się na mojej `must have` liście? Przede wszystkim jest praktyczna i wygodna. Denim pasuje do wszystkiego i dopasuje się do okazji. Jeśli ubierzemy do niego zwykły, jednolity tshirt, wygląda elegancko i minimalistycznie , ale pamiętajmy, że tak jak ja w przypadku dzisiejszej stylizacji, możemy z nim poszaleć i założyć coś wzorzystego. Taką sukienkę można nosić na niezliczoną ilość sposobów ;). Królową pinafore denim dress na pewno jest moja ikona stylu Alexa Chung. Jednak nie tylko ona ją pokochała w tym sezonie. Swoje wielbicielki ma też w Taylor Swift, Atlanta De Cadent czy Cara Delevingne.I decided to show you an outfit I wore last Wednesday when I visited `Palindrom` exhibition. I've been looking for perfect denim dungarees and denim pinafore dress since the denim and 90's trend is back in stores. Unfortunately, I haven't found `perfect` denim dungarees yet but I found the denim pinafore dress. Denim has many colours and imitations. Pinafore dresses may have many random shapes and details. You can perfectly see this variety in some fashion shows spring/summer 2015, like Stella McCartney or Valentino. I would name this last as piece of art. There are a lot of embroidery, patterns, beads. I decided to wear classic denim pinafore dress. It's minimalistic, dark denim, two pocket dress. This model reminds me of 90' and the time when I was a little and wore denim pinafore dress almost every day. Why it is back into my `must have` list after so many years again? First of all it's practical and comfy. Denim matches everything and every occassion. No matter you wear minimalistic white plain t-shirt or something colorful and printed just like me this time, you will always look good. You can wear that kind of dress to a countless number of ways ;) Queen of pinafore denim dress is my style icon Alexa Chung, of course. But not only her fell in love with this dress this season, but also Taylor Swift, Atlanta De Cadent or Cara Delevingne. 
Zakładając bloga myślałam o nim jak o miejscu, gdzie mogę od wszystkich uciec, wyrzucić z siebie wszystko to, co leży mi na sercu. Nie zastanawiać się, że ktoś mnie oceni, spojrzy mi w oczy i będzie pytać bez końca, aż w końcu powie: myślałam/em, że jesteś inna. Nie będzie patrzeć na mnie przez pryzmat każdego słowa, które napisałam. Coeurs był/wciąż jest moją kochaną przestrzenią, Przestrzenią, gdzie piszę co robię, co czuję, czasami co mam w głowie. Choć z tym nawet i tu ciężko mi idzie. Jednak świadomość, że kilka tysięcy osób wchodzi na bloga jest silniejsza niż chęci. Poniekąd nie przeszkadza mi to. Nie odczuwam, że inni to czytają. Ba, czasami nawet wydaje mi się, że nikt nie czyta moich wypocin. Przecież nie widzę tych ludzi, prawdopodobnie nigdy ich nie spotkam i mam gdzieś jaką wyrobią sobie na mój temat opinię. Jednak kiedy całe moje otoczenie dowiedziało się o blogu i go czyta, nie jest już tak fajnie. Ciągłe spojrzenia, pytania, żarty szpileczki sprawiają, że zastanawiam się nad sobą i tracę wiarę w siebie. Wydaje mi się, że jestem beznadziejna. Teraz zastanawiam się nad wszystkim co robię, mówię, czasami nawet co myślę i jak inni to ocenią. Czy aby na pewno im się spodoba, czy będąc taka jaka jestem znajdę kiedyś przyjaciół. Przychodzi pytanie. Może ich nie mam ze względu na to jaka jestem? Nie wiem. Myśli mi się kłębią w głowie. Smutek mnie ogarnia. Wątpienie, ciągłe wątpienie. A to wszystko wina lata. Okej, nie słuchajcie mnie dzisiaj.When I've started writing on my blog I was thinking about it like about place where I can escape from everyone and everything, that I can write every thing I want and feel. I didn't want to wonder who reads my post and who will look in my eyes and judge me, and ask round and round and then finally say: `I thought you are different`. I didn't want people to look at me through every word I wrote here, on blog. Coeurs was/still is my beloved space, space where I write what I currently do, what I feel or sometimes what's in my crazy mind. Well, sometimes it's hard to write it even here. However, the thought how many people visit my blog every day is stronger than my need to writing what I feel. Actually, I don't mind this. I don't feel that people read what I write. Sometimes, I feel like no one reads this bullshit. Well, I don't see those people and probably I never will and I really don't care what they think about me. However, people sourround me realized I write the blog, they read it and it's not fun, for me. They look at me like I was weirdo, they ask all the time, they make `fun` that hurt me. This makes I wonder about myself, I lost my self-confidence and I wonder if I do well. Now, I think about every thing I do, I say, sometimes even what I think. I wonder if people will like it and if being herself will find friends. The question comes. Maybe, I do not have friends just because I'm myself. I don't know. My mind is crazy. I'm sad, I doubt in myself. And it's all summer fault. Ok, don't listen to me today.

Pinafore denim dress - Zaful
Mary top - Monki
Ankle boots - Vegabond // Zalando
Bracalets - Lilou & Altra Dea Couture
Bag - Topshop






Follow on Bloglovin


Friday, June 26, 2015

♥ `palindrome` exhibition ♥



Ostatnio dzieje się u mnie bardzo dużo rzeczy - tych pozytywnych, ale też i tych negatywnych, które niestety spędzają sen z moich oczu. Ale o tym nie dzisiaj...
W środę będąc w szpitalu w Sopocie miałam chwilkę czasu i razem z siostrą i mamą postanowiłyśmy odwiedzić Państwową Galerię Sztuki. Widziałam plakaty promujące wystawę, która bardzo mnie zaciekawiła.

Palindrom - wyrażenie brzmiące tak samo czytane od lewej do prawej i od prawej do lewej.

Wystawa `Palindrom` to połączenie dwóch skrajnych środowisk artystycznych. To zbiór prac tworzony zarówno przez cenionych dziś artystów, artystów na początku swojej kreacji i osób zdradzających trwałe lub przejściowe zaburzenia psychicznie, często umieszczanych w zamkniętych salach szpitali psychiatrycznych. Celem jest pokazanie różnorodności, ale przy tym samym znalezienie wspólnego mianownika prac. Istotnym założeniem pokazu jest sąsiadujący układ prac i umiejętne ich zestawienie, w sposób niemożliwy do rozpoznania dzieł, między zdrowym, dobrze funkcjonującym artystą, a tym cierpiącym, odizolowanym i skazanym na działania różnych leków przypisywanych podczas badań klinicznych. Tak zebrane prace, pozwolą na lepsze zrozumienie tych fenomenów, płynnego przejścia między profesjonalnym podejściem do sztuki i jej nieświadomym odpowiednikiem. To konfrontacja zaproszonych artystów zdrowych i artystów u progu choroby psychicznej z osobami o wyraźnych zapędach twórczych, pozostających pod obserwacją i dużym wpływem leków psychotropowych.
Kiedy otworzyłam drzwi do sali, cofnęłam się o krok. Moim oczom ukazała się rzeźba (normalnej wielkości) chłopca. Jego oparta o ścianę głowa i czarny ślad, niczym depresyjne myśli pozostawione na ścianie. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Potem zobaczyłam mnóstwo obrazów. Kolorowych, pięknych, ale zarazem dziwnych, ale intrygujących i wzruszających obrazów. Każdy inny, ale do siebie podobny. Każdy inny, ale wyrażał to samo. Cierpienie. Przerażenie. Tęsknotę. Smutek. Czasami żal. Przyglądałam się każdemu obrazowi czy instalacji dokładnie. To niesamowite jak drobne szczegóły można ukryć w zwykłej `ciapie` kolorów czy budowli z klocków. To niesamowite jaki talent potrafią wydobyć z siebie ludzie z zaburzeniami psychicznymi kiedy cierpią. To jest piękne. Każdy obraz, szkic, cokolwiek co tam widziałam zapisało się w mojej pamięci i to pozytywnie. Osoby, które czytały moją książkę wiedzą, że mam problemy z depresjami, lękami i atakami paniki. Mogę teraz to dumnie powiedzieć, że w tych pięknych dziełach odnajduję siebie. To, co czułam, kiedy byłam w podobnym stanie. Najbardziej podobało mi się miejsce, gdzie w szklanym `pudełku` zamknięty był szkicownik. Były tylko dwie dziurki żeby włożyć ręce i przerzucać kartki. Wszystkie szkice były wykonane zwykłym, czarnym długopisem. Były tak niesamowicie piękne. Oddawały tak różne uczucia. Kiedy go kartkowałam wyobraziłam sobie kobietę, w starszym wieku, która ma czarne, delikatnie lokowane włosy, ubrana w długą białą sukienkę, siedzącą na fotelu przy wielkim oknie, rysującą i płaczącą. Chodzącą po pokoju, cierpiącą z samotności. Trzymając ten szkicownik nie chciałam go wypuścić z moich lisich łapek. Był tak inspirujący. Każda kolejna karta powodowała w mojej głowie lawinę kolejnych inspiracji. To niesamowite. Była też druga instalacja, która niemalże mnie `wciągnęła`. Telewizor, w którym leciał filmik. Zakładało się słuchawki i jaaazda. Muzyka grała tak głośno, że nie słyszałam własnych myśli, a czarno białe obrazy przeskakiwały na monitorze w zastraszającym tempie. To było jak narkotyk. Chciałam zdjąć słuchawki i przestać, ale nie mogłam. Wiem, że większość ludzi uważa, że ludzie z zaburzeniami psychicznymi to psychole, wariaci, nic nie warci ludzie. Będąc nawet na wystawie usłyszałam komentarz `wystawy tych psycholi jeszcze nie widzieliśmy`. Myślałam, że wyjdę z siebie. To smutne, to okropne jak ludzie traktują tak piękną sztukę. Wiem, że dla niektórych to przerażające, ale czasami warto się przełamać, `otworzyć oczy` i zobaczyć co te psychole mają w głowach, co czują i jak bardzo cierpią. Pomóc im, wyciągnąć do nich rękę. Uh, nakręciłam się. Tak czy siak nie jestem nawet opisać tego jak bardzo podoba mi się ta wystawa. Brak mi słów. Dlatego dodaję MNÓSTWO zdjęć żebyście mogli choć trochę poczuć klimat tego miejsca i przyjrzeć się detalom. 
There are many things that happen to me lately. There are both; positive and negative ones. I can't sleep because those second but I'm not going to write about this today...
When I was in hospital in Sopot last Wednesday, I had a break so I, my sister and my mom decided to visit State Art Gallery. I've seen interesting posters promoting an exhibition that interested me.

Palindromeis a word, phrase, number, or other sequence of characters which reads the same backward or forward.

`Palindrome` exhibition is a combination of two extreme artistic group. This is collection of works created by both respected artists today, artists at the beginning of his creation and people who has permanent or temporary mental disorder, often placed in closed halls mental hospitals. The aim is to show variety of the works but also finding something in common. It's very important how the works are put together,, in a way impossible to identify the works, between a healthy, well-functioning artist and the suffering, isolated person who takes different drugs in clinical tests. The works are collected such way, for a better understanding of these phenomena, a smooth transition between professional approach to art and its unconscious counterpart. This confrontation healthy invited artists and artists on the verge of mental illness to those with a clear artistic ambitions, remaining under observation and heavily influenced by psychotropic drugs.
When I opened the door to the room, I stepped back a step. My eyes saw sculpture (normal size) boy. His head against the wall and a black stain, like a depressive thoughts left on the wall. It made a huge impression on me. Then I saw a lot of pictures. Colorful, beautiful, but also strange, but intriguing and moving images. Each different, but similar to each other. Each of these was different, but expressed the same thing. Suffering. Fear. Missing. Sadness. Sometimes grief. I watched each image or installation thoroughly. It's amazing how small details can be hidden in ordinary `stain` of colors or buildings made of blocks. It's amazing what talent can utter people with mental disorders when they are suffering. It is beautiful. Each painting, sketch, anything I saw there signed up in my memory, positively of course. Those who have read my book know that I have had problems with depression, anxiety and panic attacks. Now I can proudly say that in these beautiful works I find myself. That's what I felt when I felt something similar. I adored the place with `box` made of glass and with `sketchbook` inside. There were only two holes to put hands into and check the pages. All the sketches were painted by normal black pen. These sketches were so incredibly beautiful. I saw so many different feelings across the pages. When I was cheking the sketches I imagined a woman, elderly one, with black, curly hair, wearing a long white dress, sitting on a chair next to the big window, drawing and crying. Walking around the room, suffering from loneliness. Holding the sketchbook I did not want to let it go from my fox paws. It was so inspiring. Each additional card made my mind working. I saw so many inspirations in my head. It was amazing. There was also the second piece of work, which absorbed me. Television, and the video playing there. I wore the headphones and started watching. The music was so loud I could not hear my own thoughts, and black and white images flickered on the screen at super fast speed. It was like a narcotic. I wanted to take off the headphones, and stop, but I could not. I know most people think that people with mental disorders are psychos, crazy, worthless people. Being even at the exhibition I heard a comment that `they have not seen the exhibition of these psychos yet`. I thought I'd come out of myself. It's sad, it's terrible how people treat such a beautiful pieces of art and people. I know that for some it's scary, but sometimes it's worth to stop, `open your eyes` and see what these psychos have in their minds what they feel and how much they suffer. Help them, make them feel less lonely. Uh, I should shut up. Anyway, I'm not even able to describe how much I like this exhibition. I have no words. Therefore, I add lots of pictures so that you can feel the atmosphere a little bit of this place and take a look at the details. 



Dla tych, którzy wielokrotnie pytają mnie, 
gdzie można kupić moją książkę...



 


Follow on Bloglovin